Beverly i Bert postanowili być razem, ale czy można zbudować swoje szczęście na nieszczęściu innych ludzi ?

 

 

Jeden pocałunek niszczy dwie rodziny...

Chodź książka nie należy go grubych ( 300 stron)... zostawia wyrwę w sercu.
Bert I Teresa to małżeństwo, które ma za sobą już "miłosne wzloty". Są małżeństwem z trójką dzieci, natomiast Teresa spodziewa się kolejnego maluszka. Jako mama jest fantastyczną kobietą, ale jako kobieta nie do końca spełnia oczekiwania męża.

Natomiast małżeństwo Fixa i Beverly, na pierwszy rzut oka wydaje się szczęśliwe. Mają dwójkę dzieciaczków, a sama mama jest śliczną i zadbaną kobietą.

Bert pojawia się na chrzcinach córki Fixa.
Pojawienie się na uroczystości Berta wynika bardziej z unikania swoich dzieci i żony. Poznaje tam Beverly. Między nimi iskrzy, niewinny pocałunek, niszczy dwie rodziny. 
Nie mogłam uwierzyć że postanawiają się rozstać. 
Czytając myślałam to tylko gorąca atmosfera przyjęcia i dżin.

Beverly i Bert postanowili być razem, ale czy można zbudować swoje szczęście na nieszczęściu innych ludzi ?
Zastanawiałam się jak ta dwójka sobie poradzi, ponieważ Fix i Teresa byli silnymi filarami małżeństwa.

W tym wszystkim są jeszcze dzieci. Cała szóstka pociech, bardzo przeżywa rozstanie rodziców. Chodź na pozór nic je nie łączy, bardzo szybko odkryły że mają wspólnego wroga... rodziców.
Wieczna rozłąka i brak drugiego rodzica odbija się na nich bardzo mocno. 
Bunt, płacz i tragedia to nie rozłączny towarzysz tej historii.

Cudowna książka, o rodzinie i szczęściu. 
Polecam

Miejsce na reklamę